Aby zachęcić Was do pisania tekstów i ich publikowania – na początek zaprezentujemy kilka wierszy, które w minionych edycjach szkolnego konkursu „Złote pióro” zyskiwały poklask jury.
Nie obronię się przed tobą
Mie mam noża ani głowy
Do obrony
Gołe ręce nie wystarczą
By pokonać sentymenty
Daj mi szanse
Przyjaciele stoją obok
Z nożem i na miejscu głową
Nie pomogą
Boże daj mi twardą głowę
Bym rozbić mogła złudzenia
Bez cierpienia
Lubisz mą nieśmiałą rozpacz
Znęcasz się nad moją myślą
Wolności chcę
Ostatkiem sił spojrzę na nas
Zamknę marny rozdział życia
Odkochaj mnie
Umiłuj mnie
W gniewie odchodzisz
Gdy złość opadnie powracasz
Upływasz jak czas
Nieumiłowanie w nas trwa
Przez palce się przemykasz
Nie wyjaśniasz nic
Wracasz do siebie lecz obok mnie
Marniejemy w milczeniu
Przebaczam ci jak Chrystus
Grożący nam z krucyfiksu
Miłość nas rozdziela
Przez nieumiłowanie
Nieumiłowanie nas rozłączyło
Lecz powrócić jeszcze raz
By nie spać przy mnie by mówić źle
Może jeszcze się uda uratować
Tylko szum wiatru przywoła marzenia
Tylko one przychodzą tak jakby od niechcenia
Tylko mała kropelka ostudzi pragnienia
Tylko ona wie jak smakują cierpienia
Tylko czuły dotyk daje bezpieczeństwo
Tylko dzięki niemu istnieje społeczeństwo
Tylko małe rozterki dodają odwagi
Tylko dzięki nim czujesz smak przewagi
Tylko człowiek konający widzi oczyma duszy
Tylko on poznał sens modlenia się w głuszy
A miłość?
Tylko jej nie można określić
Bo nikt do końca nie wie co w sobie mieści
Miłością splątana,
radością spowita,
pięknem ozdobiona, kłamstwem przykryta.
Zasypiam, oddycham i czuję,
Choć nie wiem co się dzieje.
Pustka zmaga się z niezrozumieniem.
Zadaję pytanie:
Czy ktoś się mnie nauczy?
Nie słyszę i wciąż ciężko mi na duszy.
Widząc ją, nie wiem, co może się stać.
Raz jestem Jekyll, przy Niej Mr Hyde
Jestem humanistą, gdy oplatam ją myśli językiem.
Gdy widzę jej kształt, nagle staję się matematykiem.
Przestaje wszystko istnieć. To ma nagroda? Kara?
Póki co lewituję bądź spalam się jak Niagara.
Gdy jest ze mną, pełnia życia mnie uwiera.
Gdy odchodzi, jak kot dziewięć razy umieram.
Jest dla mnie życiem i śmiercią – to nietakt.
Jak sacrum i profanum przy niej wpadam w letarg.
Ona jak oaza spokoju, jak yin i yang,
Azylem mej duszy skrywana Szangri- La
Kraina mlekiem i miodem płynąca co rano
Zagubione szczęście, ma droga do El Dorado.
Niegdyś kochanek miałem ze cztery
Wtedy zbyt wierzyłem w swój werteryzm.
Poznałem ją, lek dla oczu, miód dla uszu.
Nasza miłość potężna, dotychczas uśpiona jak Wezuwiusz.
Z nią przez całe życie, z nią do celu,
Znajdując na choroby me panaceum.
Chodź ze mną, to pokażę Ci miejsca nieziemskie.
Chodź ze mną, zabiorę Cię nad Syrty Cyrenejskie.
Spóźniłem się do Ciebie, biegnąc, będąc skromnym,
Spóźniony romantyk, mów mi Cyprian Norwid.
Bo kto nie zaznał romantycznej miłości w ramionach tak blisko
Ten głupi, zagubiony, chory na wszystko.